Strona główna

[One step closer Chaz&Mike ]- "W aqua-parku "


ROZDZIAŁ I
Kolejny dzień. Cat i Jane siedziały na murze przed szkołą i gadały o różnych duperelach, miedzy innymi jakich to downów mają w klasie. Nagle na horyzoncie pojawił się Chester. Podśpiewując najnowszy hit Ich Troje zasuwał beztrosko na swej nowej srebrno-sraczkowatej hulajnodze.
-Yo!- wydarł się i zagapiwszy się na Cat zarył w idącą staruszkę. Wesoły, nie zwracając uwagi na to, że jest cały utytłany krwią zaczął lepić się do Caroline, która dała mu po ryju i wrzasnęła:
-IDŹ SIĘ UMYĆ!!- poszedł z deka zniechęcony, ale wrócił czyściutki, tak więc po krótkiej kontroli sanepidu Cat usiadła swojemu menowi na kolanka i słodko powiedziała:
-No, teraz to co innego...
Po chwili pojawił się też Mike (na piechotę, bo dba o linię ^^) trzymając w ręku smycz z plakatem Justina Timberlake’a.
-Cześć dziewczyny! (...no i Chaz...)
Siadając koło Juliet zepchnął dupą jakiegoś pierwszaka i nie zwracając uwagi na to, że jego ofiara dostała silnego krwotoku z pękniętej czaszki (no ale kto by się przejmował takimi szczegółami, nie? ^_~) cmoknął Jane na dzień dobry, uprzednio korzystając dyskretnie z odświeżacza jamy ustnej. (Nie wiedzieć dlaczego)bardzo rozbawiło to Chestera, na co Mike burknął coś o perfekcjonizmie =).
-Ee...To może gdzieś pójdziemy?- zaproponowała Juliet.
-Może pojedziemy na basen? Ja stawiam!- zaszpanował Mike.
W tym samym momencie z kanału wyłoniła się Super-Skomputeryzowana-Wyposażona-W-Sztuczną-Inteligencję-Śmieciarka-Napędzana-Siłą-Wiatru. (Chester: ”Mike, a mówiłeś, że masz Porshaka!”) Dziewczyny miały pewne opory co do wsiądzięcia (w końcu śmieciarka, jaka by nie była...) ale w końcu się przekonały. Jadąc, po drodze z okolicznych zadupii pozbierali resztę Linkinów.
ROZDZIAŁ II (Na basenie)
Po przejściu strefy pryszniców ekipa wreszcie mogła oddać się błogiej przyjemności pływania (i topienia). Brad miał pewne obawy co do reakcji chemicznej zetknięcia się jego skóry z wodą, ale Rob pomógł mu przełamać opory ^_^... Na pływalni jak zwykle ogłoszono wiele konkursów, do których Linkini ochoczo się pozgłaszali. W końcu główna nagroda była niebylejaka. Platynowa Szczotka Do Kibla była warta wielu poświęceń. Linki pozapisywały się do konkursów odpowiadających ich mozliwościom intelektualnym (lub ich brakom). Tak więc Mike zgłosił się do konkurencji „Na najlepszą klatę ratownika”, Chester postanowił, że to on wydmucha przez rurkę najlepsze bąbelki do jaccuzi („ma się te płuca, nie?”), Robowi i Bradowi zachciało się Walk Kogutów (No wiecie, dwóch gości trzyma na ramionach dwóch innych gości, którzy naparzają się czymś w rodzaju dwuręcznego wielkiego patyczka/wacika do mycia uszu). Joe zaś stwierdził, że zgłosi się dokonkursu na najefektowniejszy zjazd ze zjeżdżalni do wody (bo chce przełamać swoją klaustrofobię). Phoenix olał Platynową Shczotkę, zarwał jakąś laskę (jeśli kojarzycie stworka o imieniu Chewbacca [pieszczotliwie „Czui”], kumpla Hana Solo z Gwiezdnych Wojen, to możecie zyskać wyobrażenie na temat jej urody) i zniknął z nią na 5 godzin. Z kolei Cat i Jane zaopatrzyły się w dużą ilość bandaży, maści, plastrów i gumek (?) (Cat: „No co, mogą się przydać...” :>)-(Jane: „Ja tam nie lubię w miejscach publicznych....”) i postanowiły czekać przy brzegu na triumfalny powrót swoich „Gigantów New-Metalu”...
RODZIAŁ III
-Aaa...Aaeooeh...Bo-o-oh-liii...-wymamrotał Mike, masując się po obolałym tyłku.
-Ciiiicho, Majki! Jestem przy tobie^^- Jane pogłaskała ledwie żywego Mike’a.
-Proszę...zdobyłem ją dla Ciebie...-wystękał mc w glorii wręczając „wzruszonej” Juliet Platynową Szczotkę Do Kibla Z Włosia Jednorożca. Dziewczyna usmeichnęła się krzywo i pomyślała o poświęceniu na jakie zdobył się dla niej Mike, aby mogła ona choć zasmakować luxusu dzięki szczotce do kibla godnej prezesa (...lub dziewczyny członka jakiegoś super-popularnego zespołu new-metalowgo ...) W końcu nie każdy chłopak wyszedłby z pojedynku z chorągiewką ratownika w odbycie dla swojej dziewczyny!
Sprawa z Chazy-Chazem przedstawiała się nieco inaczej, choć równie dla niego boleśnie. Otóż „Chesio” już w pierwszej rundzie dmuchania bąbelków zachłysnął się wodą z ustępu o_~ (ale jak jego rurka znalazła się w otworze odpływu? Być może miało to jakiś związek z Bradem, który podczas Walk Kogutów zniknął pod wodą w niewyjaśnionych okolicznościach...) - czego następstwem stała się lekka przepuklina gardełka o.o i niemożliwość mówienia przez jakiś czas, co Caroline oczywiście skrupulatnie wykorzystała (- „Chaz, kotku mogę zapłacić za tą cudowną 30-bębnową perkusję* twoją kartą płatniczą?” „-mmmhhhmhmhhmmmmmmm!!! MHMMHMMMHM!!!!!!” „-Wiedziałam misiu, że się zgodzisz ^.^”)
Jednak widząc jak w tej chwili cierpi jej facet powstrzymała narastającą chęć wykorzystania zapasu gumek ...
Joe’mu również się nie powiodło. Zaklinował się w rurze zjeżdżalni, którą wyszkolona ekipa komandosów musiała rozcinać i wyciągać ledwo żywego z przerażenia Joego (nawrót klaustrofobii) specjalnym dźwigiem. (A wyglądało to niczym „Uwolnić Orkę” ;)) Phoenix z randki wrócił w sumie w całości, jeśli nie liczyć złamanego barku, zmiażdżonej miednicy i podbitego oka. Nie chciał on jednak zdradzić co takiego wydażyło się między nim a Sandy** jak ją nazywał...
Długo trwały poszukiwania Roba i Brada, aż w końcu po spuszczeniu wody z basenu znaleziono powoli już nadgnitego Roba, ogłuszonego dwuręczną pałą. Z Bradem było trochę trudniej. Przez długi czas nie trafiono na żaden ślad jego obecności, aż wreszcie sam się ujawnił wynurzając się z rury odpływowej, budząc panikę wśród dzieci i emerytów. Nic dziwnego-był cały pokryty świecąco-zielonym szlamem, a jechało od niego na kilometr. W dodatku zanosił się histerycznym śmiechem, jaki to genialny wprost numer wyciął temu „blond-pedałkowi” jak (z zazdrości o powodzenie wśród fanek!) nazywał Chestera. Jednak już po chwili został zabrany przez oddział Ludzi W Białych Kitlach ( dodatkowo w maskach gazowych i ze znakiem na ubiorach i sprzęcie, który można kojarzyć z pomarańczą lub radioaktywnością :3), wezwaną przez pewnego osobnika z kolczykiem w wardze ... Jeszcze z daleka dało się słyszeć pogróżki Brada w stylu: „Dorwę cię kiedy będziesz siedział bezbronny w klopie, blondasku!!” ale zamilkł wepchnięty przez kaftaniarzy do dźwięko-i na szczęście dla osób postronnych-zapacho-szczelnej ciężarówki na ruskich numerach (?).
ROZDZIAŁ IV (ostatni-cieszycie się ?)
Jakby mało było przygód jak na jeden dzień, okazało się, że Super-Exkluzywna-I-TakDalej-Śmieciarka Mike’a...zniknęła z parkingu.
-Dobra...przyznać się...-wydyszał ze łzami w czarnych oczach Mike.
-KTÓRY CWEL ZOSTAWIŁ KLUCZYKI W STACYJCE??!!
Cisza.
-NO??!! Jeśli winny się przyzna ewentualnie nie rozjadę go wózkiem do golfa!!!Wyjątkowo zostanie potraktowany ulgowo i jedynie odetnę mu hu*^# nożykiem do sera!!!- ciągnął swą diaboliczną wypowiedź niczym paranoik („Papercut” rlz!!) wkurwiony mc, gdy nagle nieśmiało odezwał się Rob:
-Ale Mike...to TY prowadziłeś...
Kompletnie zbity z tropu Mike lampił się na resztę z opadniętą koparą.
-Hehe, to teraz sobie będziesz musiał hu^%* odjeb*ć- zarechotał Chester ale zamilkł uciszony kopem od Cat i sykiem: „Przecież miałeś przepuklinę,nie? NIE??”
Mike był w głębokim szoku z powodu utraty swej ukochanej śmieciarki (w większym niż po tym co nazwał splamieniem świętości platynowej szczotki, kiedy to Jane umyła nią nazajutrz kibel), co objawiało się co jakiś czas waleniem głową w beton i wspominaniem pięknych chwil, w których była przy nim. (śmieciarka of course, nie Juliet) W czasie kiedy Mike użalał się nad sobą a jego koledzy z zespołu patrzyli na niego w nietypowej dla siebie, smutnej zadumie (?) dziewczyny jako ostatnie zdolne do myślenia z tego grona postanowiły skołować jakiś transport. Ostatecznie ustaliły, że użyją swego wrodzonego wdzięku :P, staną na między krajowej E66 i spróbują złapać okazję. Zatrzymał się jakiś TIR prowadzony przez podejrzanego starego dziadka z irokezem i tatuażami, w skórzanych boxerkach. Oczywiście wszyscy wpakowali się do środka bez żadnych oporów ^_^. (Wątpliwości pojawiły się dopiero kiedy z głośników popłynęły pierwsze dźwięki najnowszego przeboju the Rasmus :P) Już po 5 minutach jazdy stary zaczął obmacywać Juliet, na co ona (dbając o jedyny transport) jedynie kulturalnie pokazała mu palec i podsunęła Phoenixa, na którym zaloty kierowcy najwyraźniej nie robiły odpowiedniego wrażenia...
***
-Uff...Wreszcie skończył się ten dzień męki!- Cat rzuciła się swojsko na trawnik koło rodzinnego bloku.
-No! A ta „Wycieczka do Aqua Parku” brzmiała tak niewinnie!...- odetchnęła Jane.
-Hehehe! A jutro pojedziemy do Wesołego Miasteczka!- wyszczerzył się Mike z ognikami w oczach
(IN) THE END!
Przypisy:
*Powszechnie wiadomo, że wielkim niespełnionym marzeniem Cat jest gra na perkusji, lecz z różnych powodów (-_-) jedynie pobrzdąkuje na gitarze...
**SANDY- pomogę wam w wyobrażaniu sobie laski Phoenixa, zamieszczając link do fotki „Chuiego” ze Star Warsów ^^

=Chewbacca=
...rozważałam też upodobnienie Sandy do tej oto równie uroczej pani, też z Gwiezdnych Batelek^^
=Icey=
PS!PAMIĘTAJMY ŻE JUŻ 1 GRUDNIA BIG BRADFORD DELSON OBCHODZI SWOJE 26 URODZINKI!!chcemy z Jane wysłąć mu cosik z tej okazji ^^ czy macie jakieś pomysły co by to mogło być ??
Cat


chazy-mike 2003-11-25 19:39:24
skomentuj (25)